Precz z kulturą w mediach!

Dziennikarski Kraków obiega właśnie plotka: redakcja kolejnego dziennika drastycznie redukuje zatrudnienie, pod nóż idzie duży dodatek kulturalny. Prawda czy fałsz? Nawet, jeśli tym razem skończy się na strachu, miejsca pracy dla dziennikarzy – w szczególności działów kultury – kurczą się dramatycznie.

Zwolnienia dotknęły w naszym mieście ostatnio niemal wszystkie liczące się regionalnie media. Publiczne radio tnie etaty, telewizja preferuje samozatrudnienie, dwie z trzech gazet lokalnych skonsolidowały się i siłą rzeczy zredukowały liczbę piszących (a mówi się, że to wciąż nie koniec zmian). Nie wiem, ile w plotce o likwidacji liczącego się – i rentownego reklamowo na pierwszy rzut oka – dodatku prawdy. Jednak szkody, jakie wywołują te zmiany, są znacznie większe, niż samo tylko statystyczne pogłębienie bezrobocia.




Wiadomości z miasta, regionu, świata – to wszystko opisane lepiej lub gorzej znajdziemy w sieci. Co stanie się jednak z dyskusją o kulturze? To dziennikarze tych działów lecą najczęściej ze stanowisk jako pierwsi. (Wiem, już was skręca żeby wydać osąd, ale posłuchajcie dalej).


Kulturalne blogi tematyczne, skupione na muzyce, literaturze, filmie, przyciągają wąskie grono osób zainteresowanych tematem. Do szerokiej publiczności w internecie przedziera się przede wszystkim infotainment: nie sprzedamy informacji o spektaklu, jeśli nie wystąpi w nim gwiazda lub nie mignie goła d… (najchętniej również o publicznie znanej twarzy). Kolumny kulturalne, redagowane i tworzone przez dziennikarzy etatowych, pozwalały na tworzenie lepszego lub gorszego, ale wciąż dyskursu. Jeżeli w prasie zabraknie miejsca na pogłębione teksty, pisane przez osoby z wiedzą, doświadczeniem, zdolne do opisania zdarzeń z dystansem i świadomością ich realnej wagi – czy nie będzie tak, jakby prawdziwie ważnych wydarzeń Sztuki i Kultury (duże litery zamierzone) w ogóle nie było?


O jakości kultury – choćby z tego względu, że angażuje się w nią pieniądze publiczne – warto i trzeba dyskutować. Jeśli jednak nie będzie gdzie i komu tego robić, jeśli teksty pisane będą szybko, byle jak i byle taniej, jeśli priorytetem będzie wierszówka – jakość tej, tak często krytykowanej przecież kultury nie poprawi się nigdy. Nie będzie realnej dyskusji, oceny ani analizy. Wyprze je chwytliwy tytuł, celowo podkręcona kontrowersja. Nie będzie miejsca na promocję inicjatyw twórców małych, lokalnych, często działających w bardzo kiepskich warunkach finansowych – a niejednokrotnie przemyślanych lepiej, niż rozpasane imprezy z wielkimi budżetami. Śmierć działów kultury oznacza także śmierć (medialną, naturalnie – ale czy jakaś inna ma jeszcze dziś znaczenie?) dla wielu z tych inicjatyw.


Świat filmowy dyskusję pt „czy krytyk komukolwiek jest potrzebny” przerobił już dawno temu. Czy zawód dziennikarza działu kultury też powinniśmy wymazać z mapy współczesności? O śmierci zawodu dziennikarskiego mówi się od dobrych kilku lat. Polacy nie czytają wielu książek, kupują mało gazet. Ze słowem pisanym obcujemy coraz częściej wyłącznie w internecie. Tu jednak nawet najbardziej liczący się dziennikarze piszą coraz bardziej niechlujnie, bez dbałości o język czy interpunkcję. Drobiazgi, lecz przecież teksty autorytetów branż są wskazówką dla młodych. Czego uczy się ich, wpuszczając w sieć materiały pełne rzemieślniczych niedoróbek? Czy to nie kolejny dowód, że dziennikarze są nie tylko ofiarami, ale i współsprawcami machiny, która uśmierca ich – rozumianą w klasyczny, staromodny sposób – branżę?


Oh, ale przecież wszyscy możemy przenieść się do internetu. Blogi mają przyszłość – sama publicznie mówiłam to nie tak dawno temu. Czy rzeczywiście? Monetyzacja bloga jest bardzo trudna. Ok, szafiarki i gotujące babeczki potrafią na tym zarobić – jednak nie oszukujmy się, długie teksty pełne wielosylabowych słów to nie jest to, co internet lubi najbardziej.


Kiedy szukałam współpracowników do reaktywowanego Lodołamacza, w ciągu pierwszych dwóch dni po publikacji ogłoszenia otrzymałam ponad 50 zgłoszeń. Adresatami wielu byli studenci, absolwenci, ludzie z niewielkim doświadczeniem. Jednak zdumiała mnie ilość zgłoszeń od profesjonalistów – dziennikarzy z nazwiskiem, liczącymi się publikacjami na koncie. Nie mogłam uwierzyć, że ludzie o takim dorobku poszukiwali pracy przy płacącym przecież częściowo w bilonie piśmie dzielnicowym. Ile podobnych zgłoszeń przyszłoby do redakcji dziś?



Nie chcę kończyć pesymistycznie. Jeśli będziecie Państwo w Krakowie, polecam świetnie prowadzone programu kulturalne Radiofonii. Rozmowy Justyny Nowickiej w Radio Kraków – wzbudzające czasem kontrowersje, ale przez to jeszcze ciekawsze. Zawsze interesująco realizowany Magnes – czwartkowy dodatek Dziennika Polskiego. Czujnego na literackie trendy Marcina Wilka (Onet). Audycje Łukasza Wojtusika (Tok FM) i Alicji Myśliwiec (RMF Classic). I wielu innych, których nie wymieniam. Moi znajomi? Także, ale przede wszystkim ludzie którym życzę, aby swój zawód mogli wykonywać jak najdłużej – i w warunkach pełnego bezpieczeństwa.
Trwa ładowanie komentarzy...